Krzyż był dla etiopskich chrześcijan bardzo ważny od zarania ich państwowości. Pierwszy chrześcijański król - Ezana umieścił już w IV wieku jego symbol na monetach. Etiopskie krzyże ewoluowały przez wieki i dziś podobne bogactwo form nie występuje nigdzie indziej na świecie.

Krzyże procesyjne - są duże i imponujące. Mają pusty trzonek w które wkładane jest drzewce umożliwiające niesienie ich ponad głowami podczas uroczystości religijnych. Krzyże osobiste czy też ręczne - mają mniejsze rozmiary i trzonek zakończony ozdobnym rozszerzeniem dającym oparcie dłoni. Krzyże osobiste używane są do błogosławienia wiernych.

Początkowo oznaką przynależności do kościoła był sznur (matab) zawiązywany wokół szyi po ceremonii chrztu. Z czasem na sznur zaczęto nawlekać krzyże.W XV cesarz Zara Jakob wydał dekret nakazujący każdemu z chrześcijan nosić na szyi krzyż.

Etiopskie krzyże mają ściśle określoną symbolikę. Gdy jakiś ornament występuje 12 razy oznaczają one apostołów, gdy 4 - czterech ewangelistów. Liczby trzy jest zarezerwowana dla trójcy świętej itp.

Ze względu na styl wyróżniane są krzyże: Lalibela o charakterystycznym owalnym kształcie, Gonder zazwyczaj oparte na okręgu, Aksum najbardziej zbliżone do klasycznej formy.

Epos Kebra Nagast czyli Chwała Królów to dla Etiopczyków jedyna prawda o ich historii. Jej częścią jest barwna opowieść o spotkaniu i miłości królowej Saby i króla Salomona. Wszystko zaczęło się gdy bogaty etiopski kupiec Tamarin przybył do Jerozolimy, by dostarczyć materiały do budowy świątyni. Kupca oczarowała mądrość izraelskiego monarchy i po powrocie opowiedział o wszystkim swojej królowej. Uznała ona, że na świecie istnieje nic bardziej wartościowego niż mądrość. Mądrość jest słodsza niż miód, bardziej rozwesela niż wino, świeci jaśniej niż słońce i dale większą sławę niż złoto i srebro.

Królowa choć go nie znała pokochała Salomona za jego mądrość. Wkrótce przysposobiła się z wielkim przepychem do drogi i wyruszyła do Jerozolimy wioząc wspaniałe podarki. Król ofiarował jej komnatę w pałacu, wspaniałe jedzenie i również obsypywał drogocennymi podarkami. Każdego dnia królowa otrzymywała 11 szat o niespotykanym pięknie. Codziennie prowadzili dysputy filozoficzne aż pod wpływem mądrości Salomona postanowiła czcić Boga Izraela. Po jakimś czasie królowa postanowiła wrócić do swojego narodu. Salomon wydał na jej cześć pożegnalną ucztę podczas, której stół był siedmiokrotnie nakrywany.

Władca z rozmysłem kazał przyrządzić potrawy, które powodują pragnienie i kwaśne napoje. Gdy odeszli słudzy poprosił by została do rana. Zgodziła się pod warunkiem, że Salomon zapewni jej nietykalność. Król też postawił warunek - ona nie tknie nic co jest jego. Obok łoża królowej kazał ustawić dzban z wodą. Obudziła się z ustami suchymi z pragnienia. Przekonana, że Salomon śpi postanowiła się napić i w ten sposób złamała przyrzeczenie.

Gdy ruszyła w drogę do Etiopii otrzymała królewski pierścień. Po powrocie do kraju urodziła syna, który później przyjął imię Menelik (od Ibn-al-Malik czyli Syn Króla). Gdy dorósł zapragnął on poznać ojca i zaopatrzony w królewski pierścień wyruszył do Jerozolimy. Salomon uznał go prawowitym następcą i pobłogosławił. Etiopczyk przebywał na królewskim dworze kilka lat ucząc się od Salomona królewskiej mądrości. Jednak w końcu postanowił wrócić do rodzinnego kraju.

Na królewski rozkaz towarzyszyli mu pierworodni synowie wszystkich izraelskich plemion. Menelik zabrał ze świątyni jerozolimskiej biblijną Arkę Przymierza - kamienne tablice z X przykazaniami, które Mojżesz otrzymał od Boga. Do dziś przechowywana jest ona w Etiopii. W ten sposób zapoczątkowana została dynastia Salomona, której potomkowie władali Etiopią aż do roku 1974 gdy obalono cesarza Hajle Syllasie

Kawa

Picie kawy (buna po amharsku) to w Etiopii istotny element kultury. Uważa się, że etiopska prowincja Keffa jest ojczyzną tego napoju. Tradycyjną ceremonię picia kawy rozpoczyna płukanie surowych, czyli białych ziaren. Następnie kawa jest palona, rozdrabniana w moździerzu i używana do sporządzania napoju. Służą do tego specjalne dzbanki podgrzewane na węglu drzewnym. Napar jest wykorzystywany trzykrotnie. Elementem obyczaju jest pogryzanie świeżo przygotowanej prażonej kukurydzy, piciu kawy towarzyszy zapach kadzidła. Kawa to dla Etiopii najważniejszy towar eksportowy. Olbrzymie przemysłowe plantacje uprawiane są na południowym zachodzie kraju. Ale pojedyncze drzewka można spotkać dosłownie wszędzie. Ludy południa, których nie stać na prawdziwą kawę, sporządzają napój z kawowych łupin.

Czat

Chat to roślina o lekkich właściwościach narkotycznych. Żuje się jej świeże liście, bo tylko w takiej formie utrzymuje swoje działanie. Chat (czyt. czat) kiedyś był popularny wyłącznie wśród muzułmanów na wschodzie (w zastępstwie zabronionego alkoholu), dziś zawojował cały kraj. Popularny w tej części świata – w Jemenie (khat, ghat), Somalii, staje się coraz bardziej znany w całej Afryce. Tradycyjne żucie chatu to ceremonia społeczna. Mężczyźni siadają koło siebie, każdy z wiązką gałązek. Żują go tak przez kilka godzin. Liście obrywa się pojedynczo i powoli żuje, gromadząc w ustach pod policzkiem. Trzeba przy tym popijać wodę – tak jest w wersji tradycyjnej, w wersji współczesnej dobrze sprawdzają się napoje energetyzujące. Elementem obyczaju jest też w Etiopii pogryzanie orzeszków arachidowych. Efekt to poprawa nastroju, brak apetytu, nieodczuwanie zmęczenia. Chatem nie można się upoić tak jak innymi narkotykami czy choćby alkoholem, daje tylko lekkie oszołomienie. Za najlepszy chat uchodzi ten uprawiany w okolicach Hareru, skąd jest eksportowany do pobliskiej Somalii. Roślina wypiera z etiopskich pól kawę, której wahania cen przyprawiają plantatorów o zawrót głowy.

OBIEKTY WPISANE NA LISTĘ ŚWIATOWEGO DZIEDZICTWA UNESCO

AKSUM

Powstanie Królestwa Aksum w V wieku przed naszą erą przyjmowane jest najczęściej jako punkt startowy rozważań o etiopskiej historii. Królestwo w czasach największego rozkwitu utrzymywało relacje polityczne i handlowe ze światem greckim, rzymskim a także ż Indiami i Chinami. W czasach aksumskiego królestwa język Geez stał się językiem oficjalnym - do dziś jest on używany w Etiopskich kościołach. Język ten wywodzi od ludów południowo - arabskich które dotarły na te ziemie z Jemenu na długo przed powstaniem imperium z Aksum. W Aksum można podziwiać arcydzieła architektoniczne jak choćby słynne stele do dziś będące inspiracją projektantów nowoczesnych budowli. Niedawno do miasta powróciła stela zrabowana podczas włoskiej okupacji. Aksum było miejscem koronacyjnym dla etiopskich cesarzy aż do czasów Hajle Syllasie. W specjalnej kaplicy przy katedrze Tsion Marjam (NMP na Syjonie) przechowywana jest legendarna Arka Przymierza. Aksum to miasto z bogatą historią. Według legendy to stąd wyruszyła królowa Saba by spotkać się z królem Salomonem. Do naszych czasów zachowały się ruiny jej pałacu i ogromne baseny służące współcześnie za rezerwuar słodkiej wody. .

DOLINA RZEKI AUASZ

To jedno z najważniejszych skupisk stanowisk paleontologicznych w Afryce. Odkryte tu szczątki, z których najstarsze liczą co najmniej 4 000 000 lat, dostarczyły dowodów ewolucji człowieka, które zmieniły koncepcję historii ludzkości. Największego odkrycia dokonano w 1974 roku, kiedy na podstawie 52 fragmentów szkieletu odtworzono słynną Lucy. Region ten zamieszkują pasterze z ludu Afarów. Część z nich, jak przed tysiącami lat, utrzymuje się z wydobywania solnych bloków z dna wyschniętych jezior. Bloki te są następnie transportowane w głąb kraju na grzbietach wielbłądów.

DOLINA RZEKI OMO

Dolina rzeki w pobliżu Jeziora Turkana to stanowisko prehistoryczne, na którym odnaleziono szczątki kopalnych hominidów (m. in. Homo gracilis), mające duże znaczeniu dla badań nad ewolucją człowieka. Dolina przyciąga turystów pięknem krajobrazów i możliwością kontaktu z zamieszkującymi ją plemionami. Jest ich ponad 20 i reprezentują cztery grupy językowe. Najliczniejsi są Hamerowi zaś najsłynniejsi Mursi, których kobiety umieszczają w dolnych wargach duże gliniane krążki

FASIL GHEBBI W GONDER

W XVI–XVII w. warowne miasto było rezydencją cesarza Etiopii Fasiliedesa i jego następców. Otaczają je mury o długości 900 metrów, wewnątrz których wznoszą się pałace, kościoły, klasztory, budynki użyteczności publicznej i domy prywatne. Wszystkie zbudowane w unikalnym stylu, łączącym wpływy hinduskie i arabskie połączone z barokiem przywiezionym przez misjonarzy ojców Jezuitów. Większość kościołów w Gonderze uległa zniszczeniu podczas najazdu mahdystów z Sudanu. Czasy te przybliżył nam Henryk Sienkiewicz w powieści „W pustyni i w puszczy”. Pośród tych, które ocalały szczególnie zachwyca, ozdobiona przepięknymi freskami, świątynia Debre Birhan Selassie. W Gonderze warto zobaczyć znajdujące się około 2 kilometrów od centrum Łaźnie Fasilidesa. Dwupiętrowy budynek stojący w centrum wpuszczonego w ziemię basenu był prawdopodobnie drugą rezydencją cesarską. Całość otacza kamienny mur. Gonder to tradycyjna baza wypadowa wypraw w najpopularniejszy w Etiopii region trekkingowy - Góry Semien.

HARER JUGOL

Otoczone pustynią i sawanną warowne miasto Harer leży na płaskowyżu poprzecinanym głębokimi wąwozami. Znane jest jako czwarte święte miasto islamu. Wzniesiono w nim 82 meczety (z których trzy pochodzą z X wieku) i 102 domy modlitwy. W XIII–XVI wieku miasto otoczono murami. Większość miejskich domów to parterowe, trzypokojowe budynki z gospodarczym dziedzińcem. Inny typ domostw zwany indyjskim wznoszony był przez indyjskich kupców pod koniec XIX wieku. Domy te są prostokątne, dwupiętrowe z werandą wysuniętą na dziedziniec lub na ulicę. Trzeci typ to połączenie dwóch poprzednich. Architektura miasta jest wyjątkowa i niespotykana nigdzie indziej w kraju ani w innych miastach muzułmańskich. Jego obecny wygląd utrwalił się w XVI wieku, charakteryzuje się labiryntem wąskich uliczek, wzdłuż których wznoszą się wyniosłe fasady domów. W latach 1520–1568 miasto stało się stolicą królestwa Harari. W XVI–XIX wieku było ośrodkiem handlowym i nauczania koranicznego. W XVII wieku wraz z okolicą stało się niezależnym emiratem. W ciągu kolejnych dziesięciu lat było okupowane przez Egipt, a w 1877 roku zostało przyłączone do Etiopii. Jest to znany ośrodek rzemiosła artystycznego – tkactwa, wikliniarstwa, introligatorstwa, oraz wyjątkowej koncepcji wystroju wnętrz domów. .

KOŚCIOŁY SKALNE W LALIBELI

Po upadku królestwa Aksum w XII wieku królowie dynastii Zagwe przenieśli się do Lalibeli, na południowy wschód od Aksum. Zbudowali tam kwitnącą, gęsto zaludnioną stolicę średniowiecznej dynastii. Lalibela, wcześniej znana jako Roha, została tak nazwana od imienia króla Lalibeli pod koniec XII stulecia. Miasto powstało jako Nowa Jerozolima. W tamtych czasach pielgrzymowanie do właściwej Jerozolimy było niemożliwe, tereny między nią i Etiopią opanowali muzułmanie. Kościoły Lalibeli nikogo nie pozostawią obojętnym. Te intrygujące budowle zostały w całości wykute w jednolitej bryle czerwonego wulkanicznego tufu. Wydają się być absolutnie nierzeczywiste, stworzone nadludzką mocą. Skalne świątynie można podziwiać w innych miejscach na świecie, ale tylko tu wykuto nie tylko wewnętrzną przestrzeń, ale także fasady i mury zewnętrzne. Kościoły w Lalibeli określane są najmniej znanym, ósmym cudem świata i na to określenie w pełni zasługują. Budowle są całkowicie wykute w skale i jednocześnie całkowicie od niej oddzielone. W następnych stuleciach Lalibela stopniowo traciła na znaczeniu by stać się niewielką wsią. Dla niewtajemniczonych to miejsce, położone u stóp góry Abuna Yosef jest praktycznie niewidoczne. Dopiero podejście do skalnych świątyń zupełnie blisko pozwala ocenić ich niezwykłość. Największy zachwyt wzbudza wykuty w jednolitej skale kościół św. Jerzego o charakterystycznym kształcie krzyża. Król Lalibela przy budowie zatrudnił 40 tysięcy robotników. Legenda głosi, że robotnicy pracowali w dzień, nocami ich dzieło z podwójną mocą kontynuowały anioły. Czemu tych świątyń nie wzniesiono po prostu z kamienia? Odpowiedzi nie znamy do dziś. Jedna z tez głosi, że taki sposób budowy chronił je przed zniszczeniem w razie wrogiego najazdu. Potężne świątynie są praktycznie niewidoczne aż do chwili gdy nie zbliżymy się do nich dosłownie na wyciągnięcie ręki. Nowa Jerozolimy to nie tylko skalne kościoły ale również podziemne, mroczne korytarze w których z rzadka słychać kroki diakonów. Największy jest Bet Medhane Alem: ma 33 metry długości. 23 metry szerokości i 11,5 metra wysokości. Służył on jako kościół kościół rodziny królewskiej. Llibela to jedno z najważniejszych miejsc chrześcijaństwa w kraju i ośrodek pielgrzymkowy.

KRAJOBRAZ KULTUROWY KONSO

Ten położony na suchym płaskowyżu obszar zamieszkuje lud Konso, który wykształcił unikatową i złożoną kulturę. Społeczność składa się z 9 klanów "Kafa" z których każdy ma swojego lidera. Odgrywają oni decydującą rolę w rozstrzyganiu konfliktów, szczególnie w przypadku konieczności ogłoszenia wojny. Okoliczne wzgórza pokrywają tarasy zapewniające maksymalne wykorzystanie potencjału skalistych stoków. Konso stosują płodozmian i nawożenie odchodami zwierząt. Mieszkają w silnie zurbanizowanych osadach zlokalizowanych na szczytach wzgórz, otoczonych wielokrotnymi kręgami kamiennych murów. Wsie mają estetyczny i schludny wygląd podobnie jak ich mieszkańcy. Kobiety Konso noszą charakterystyczne, przypominające łowickie spódnice w paski. Każda warowna wieś ma miejsce publiczne - "Mora". Odbywają się tam polityczne dysputy, rozprawy sądowe, uroczystości ślubne i dożynki. Na terenie "Mora" zawsze znajduje się dom przeznaczony dla młodych mężczyzn. Śpią oni w nim by ułatwić szybką mobilizację w przypadku zagrożenia pożarem czy wrogą napaścią. Wznosi się tam również "Olahita" - zbiór tyczek pokoleniowych. Co każde 18 lat dostawiana jest jedna, licząc je łatwo można poznać wiek wioski. Ogromny kamień służy zaś odbieraniu przysięgi w przypadku konieczności potwierdzenia prawdziwości zeznań. Inną unikalną tradycją są drewniane stele - "Waka". Były zazwyczaj wznoszone na grobach szefów klanów i bohaterów. Bohaterami stawali się zasłużeni w obronie wsi, a także myśliwi którzy pokonali lwa, panterę lub bawoła.

PARK NARODOWY SEMIEN

Nazywane Tybetem Afryki lub Dachem Czarnego Kontynentu Góry Semien to jeden z najpiękniejszych i nadal dziewiczych masywów kontynentu. Długotrwałe procesy erozji utworzyły na płaskowyżu etiopskim jeden z najbardziej widowiskowych krajobrazów świata. Wyróżniają go postrzępione szczyty górskie oraz doliny i urwiska (głębokość do 1500 metrów). Jego najwyższy szczyt Ras Daszen (4620 m n.p.m.), jest czwarty w Afryce, po Kilimandżaro, Górze Kenia i Ruwenzori na granicy Konga i Ugandy. Kolejne 12 szczytów przekracza 4000 m n.p.m.. Park jest ostoją rzadkich gatunków zwierząt, takich jak pawian dżelada, lis abisyński i niespotykany nigdzie indziej koziorożec - Walia ibex. Dżelada to najliczniejszy z endemicznych ssaków zamieszkujących te góry. W okolicach Sankaberu można spotkać pasące się stada liczące nawet kilkaset osobników. Pasące się, bo dżelady w odróżnieniu od innych pawianów żywią się wyłącznie trawą. Nazywane bywają również "lwimi małpami" z racji bujnej grzywy dorosłych samców. Nagie czerwone płaty skóry na piersi są źródłem innej nazwy - "małpy o krwawiących sercach". To zwierzęta spokojne, pozwalają podejść do siebie i obserwować z bliskiej odległości. Więcej szczęścia trzeba mieć by spotkać kaberu zwanego wilkiem lub lisem abisyńskim. Ocalało kilkaset osobników w najwyższych partiach gór. Choć żyje w stadach jak wilk to poluje samotnie jak lis. Bliski wyginięcia był obdarzony krętymi rogami koziorożec abisyński (Walia ibex) żyjący wyłącznie w Semienie. Od 1969 roku Semien jest parkiem narodowym, w 1978 wpisanym na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.

TIYA

Leży na południe od Addis Abeby przy drodze do Butajiry. To jedno z najważniejszych spośród 160 stanowisk archeologicznych, odkrytych dotąd w regionie Soddo. Znajduje się tu ponad 40 kamiennych obelisków, są wśród nich rzeźbione stele pokryte motywami przypominającymi m.in. miecze, enset czyli odmianę bananowca uprawianą w Etiopii oraz innymi symbolami, których znaczenia nadal nie znamy. Według ostatnich badań kamienie wyznaczają miejsca pochowku sprzed 700 lat. Kobiety i mężczyzn, którzy tam spoczywają chowano w pozycji embrionalnej. Jedną z ciekawszych stel można podziwiać w Addis Abebie na terenie Uniwersytetu..

 

Steven & Cathi House

Ethiopia - a world apart, an ancient land, the birthplace of the human race. We have just returned from a 6-week journey so amazing that the English language is inadequate to describe. Ethiopia is a land of many faces, holy traditions and indescribably beautiful landscapes.

 

 

We traveled south first into the Lower Omo Valley where many distinct tribes live in small groups far from each other, each with their own unique language, dress, customs, architecture and physical characteristics. They raise goats, chickens, cows and sheep and farm just enough to feed themselves. We visited the Mursi people with their huge lip and ear plates, the Karo people who decorate their bodies with ash, mineral colors and plants, the Hamer people who twirl their hair with butter and red powdered stone into a long fringe of tiny dreadlocks and wear goatskins tanned to a ruffled shape, both hair and skins dancing with their every move - and other tribes including the Ari, Dorze, Arbore, Dassanech, Konso and Banna. We explored their villages, homes, countryside and markets. We went to the singing wells of the Borena people see their famous manner of getting water for their cattle. In a dry, barren landscape they have dug long wide ramps down about 30 feet below the surrounding earth, then have dug another 50 feet deep to create deep pools of water for their animals. Herds of cows wait impatiently to go down the ramp to a trough where, inside the 20-foot diameter well, there are ledges on which men stand, lifting water from below in buckets, each man handing up a full bucket to the man above until the water can be deposited into the trough. This activity can go on for hours as the herds are enormous and this is their only water source. To keep their rhythm and a smooth flow of this exhausting work, the men sing in a deep, low chant - which echoes against the walls of the well and to us, at the level of the cattle, sounded like moans coming from the bowels of the earth. I won’t mention what you have to walk through to get to a narrow place where thousands of cows have walked for hundreds of years. We had to have our shoes scrubbed and disinfected regularly.

 

The Ethiopian people are open and welcoming, smiles abound and a pride in their country, their history, and their traditions shows in every exchange. They don’t hesitate to touch each other or us - always a strong, respectful handshake, often a powerful shoulder press, and regular kissing of hands and cheeks. People in the streets and markets look up in surprise when they see us and immediately open their hearts to us. We are enchanted by their kindness and hospitality. Many wear little or nothing at all, their skin the color of rich chocolate, the texture of fine silk. Babies nurse openly, wrapped in goatskin swaddles. The children are so curious and sweet - tiny hands slip into ours, soft and unafraid to wander the village as our shadow. Everything the tribal people own adorns their bodies and they live with a lack of connection so complete that there is little knowledge beyond the boundaries of a day’s walk.

Homes all over Ethiopia are made of twigs and mud, with earth floor, grass or corrugated tin roofs and little or no furniture, no rugs or anything that could bring comfort - only 3 stones that create a place for fire used for cooking. People sleep on the earthen floor and animals sleep inside the homes with the people to share body warmth on cold desert nights. Food is hard work to acquire. All of the animals must be walked to graze, walked to get water and walked home every day. Teff, barley, corn and wheat must be laboriously planted, harvested, threshed, ground and made into the most simple bread or gruel. Enset grows everywhere and its fibrous pulp must be scraped and hacked from the leaves and core, buried for 6 months to ferment and break down the fibers, then chopped and mixed with water to make flat rounds of sour bread. Grains are also fermented into a thick grey ‘beer’ that too many people drink in excess each afternoon. There’s also the chat - beautiful green bushes that grow everywhere and whose leaves are chewed to achieve a kind of cocaine high and sedative low at the same time. In a very poor country where too many people don’t have work and there are no social programs for the sick or elderly, chat is a way to escape the misery.

 

There is very little infrastructure in all the country, especially in the south. What little electricity there is fails regularly, sometimes for days at a time, meaning no internet, phone or place to recharge our batteries, no light or hot water. Whole swaths of the country have no power. This is the most disconnected we have ever been. Some of the beautiful places we stayed are secure compound lodges where they generate their own power - provided conveniently for 3 to 4 hours morning and night. Even that doesn’t help the internet when that service goes out from the source and leaves half the country disconnected. We have seen washed out bridges and terribly under structured high-rises under construction. Huge rivers lay dry without rain and people wash clothes, dishes and their bodies in any small mud hole they can find. Too many women spend 5 to 6 hours just getting water - every day - hauling on their backs yellow plastic cans filled at the trickle of a river, the remnants of last year’s rain - shared of course by all the animals in the area. Life is very difficult for the vast majority of the populace and we felt honored to see first hand what this kind of underdevelopment looks like - and inspired to help those organizations that are trying so hard to get clean water to each village and to bring education to the precious children.

 

Each area we visited is remote and the journey to them rough and exhausting - and Ethiopia is a very big country - so many of our drives were between 8 to 12 hours, most of them at least 4 hours. Many of the travelers we met flew from region to region, but we traveled the breadth of the country by road. Most roads are dirt, rutted, strewn with boulders and sliced by wildly eroded chasms - all of which were negotiated in our enormous Nissan 4-wheel drive Patrol - the rugged movement often flinging our bodies in several directions at once while we held onto well placed handles trying to keep our necks from snapping or our heads from smashing into the windows - and that’s at a speed too slow to even measure. Between these obstacles, when a little stretch of road seemed less treacherous, the vehicle would vibrate as though it would shake to pieces. Very few roads are paved, those few with asphalt are often poorly constructed so that it has heaved and dipped and is sometimes more difficult than the dirt roads. There is, however, massive road construction going on everywhere - in some patchwork order that only the Chinese, who are building everywhere in Ethiopia, can understand. That means mountains of sand and rocks and oversized construction equipment forcing vehicles off onto an even rougher shoulder to get around it all, and the red earth is so finely powdered that it stirs into opaque clouds with any movement, coating all the vegetation and buildings and getting into every part of our vehicle, our luggage, our clothing, our ears, nose, and mouths.

 

The Lower Omo Valley is wide and long, edged by layer after layer of mountains fading to the horizon. We traveled south almost to Kenya and Sudan, crossing through numerous wildlife preserves where we saw antelope, ibex, and enormous crocodiles - even a leopard, which is rare - and an incredible variety of birds from tiny to gigantic in iridescent colors, fantastic markings - herons, pelicans, eagles, hawks, falcons, and vultures with a 10-foot wingspan. Termites are plentiful and very industrious, building towering cities of the red earth, pinnacles rising to 20 feet or more, dotting the whole south - and spiders of impressive size and speed. Baboons abound, moving in large family groups along the mountain roads, curious and watchful of our every move.

 

There are many other animals too - goats, sheep, donkeys, cows, camels, horses, mules - in small groups and in massive herds - all crisscrossing the road in chaotic movement, wandering the streets of the villages, appearing suddenly at every turn. Some are being herded but many seem to know their agenda and where they are going. Some donkeys are laden so heavily that you can barely see them, looking often like a monstrous haystack ambling down the road - others pull carts and wagons. Camels wander freely in the fields or move en masse, sometimes carrying heavy loads of lumber or blocks of salt in caravans that may take weeks to transport. The animals are not the only beasts of burden here - people also carry huge loads of everything from water to lumber to grains, food, huge bundles of grass and hay, and items to sell in the markets. Throngs of people fill the streets, sitting on the edge of the pavement, children playing, guiding their animals, waiting, visiting, walking - forcing traffic to dodge and swerve, horns blaring to avoid fatal collision at every step.

 

Weaving among the animals and people is a skill - knowing which animal will swerve which way, which will bolt across and which will stop - there is a whole language between the animals and the vehicles. Older cows don’t care and hold their ground, as do camels, so you just have to stop and wait until they move. Young goats are the most difficult to second guess as they have yet to learn about traffic and bounce about playfully not understanding about getting out of the way. All the other vehicles - trucks and vans and tuc-tucs and bicycles, horse carts and donkey carts and cars - each have their own unpredictable movement. Some trucks are loaded high and lean precariously at every turn, others barrel along at high speed, swerving wildly through the chaos; vans built for 6 passengers carry 20 or more as local taxis, the top brimming with every manner of items all strapped on and flapping in the breeze - including goats who are piled together into a tangled mass and tied down - serenely napping or watching the scenery fly by. Everything moving casts clouds of thick red dust into the air - a passing vehicle can reduce visibility to nothing, everyone zigzagging more than usual to get some kind of view around the cloud.

 

Traveling with us for the whole 6 weeks was Terefe, our guide and driver, whose instincts and focus while negotiating the chaos that are the streets of Ethiopia are unmatched. He is a pleasant, sweet young man who speaks English and Amharic as well as enough of the tribal languages to get us through, and he understands the language of the roads and the animals, choosing well at each obstacle. He was devoted to our goals and handled each issue with grace, working hard to make our time as comfortable as possible. Traveling with another person can have its challenges, but he is interesting and such a pleasure to be with that we thoroughly enjoyed our time together. Ethiopia is, perhaps, the furthest we have traveled off the beaten path - and not only were we off the beaten path for much of this trip - we went to places where a path has never existed - and we felt safe and calm in Terefe’s care.

 

After our sweep through the south we headed east to the ancient city of Harar - a twisted maze of medieval streets lined with colorful houses and colorful people selling all things colorful. After the natural tones of the south, all this color was a wondrous surprise. We stayed in a traditional Harari home where the owners live and rent out 3 rooms, everyone sharing a bath (generous description of that wet, primitive room). They served us the most delicious local honey and flat fried bread made piece by piece for breakfast each morning. Although Ethiopia is predominately Christian, Harar is one of Islam’s most holy cities. Our days began before sunrise with the morning call to prayer from the nearby mosque waking us. Quiet time for their prayers invited moments of calm to start our full days, especially beautiful as we watched the brilliant shroud of stars fade and the sky begin to glow with luminous color and a new day.

 

Bread in Ethiopia was surprising - so many different recipes, grains and manners of making it. Actually, the food was part of the adventure. The traditional enjira, made from a grain called teff, served with meat and vegetables, is eaten with the hands. There were many places we stayed between destinations or that were very primitive, with no refrigeration or clean water - so we explored the wide variety of pastas available - something that must be freshly boiled, topped with a sauce that must be well cooked and served piping hot. The animals there work pretty hard to get what they can to eat in their rugged environment, so their meat is mostly tough and stringy - until you get to the best restaurants where the seasonings and delicacy of every morsel is a taste of heaven.

 

Coffee was one of the great pleasures - in fact, coffee was first grown in Ethiopia and every coffee plant in the world can trace its ancestors to there. It is thick and strong, like nothing we have ever tasted. No filtering out the grounds - raw beans are carefully washed and roasted for each and every cup, pounded into the finest powder and boiled over an open fire. It is served thick and hot in very small cups, usually with lots of sugar - fresh sugar harvested locally.

 

We spent several weeks negotiating the Great Rift Valley with its series of serene lakes, volcanoes, wide valleys, narrow canyons, towering mountains and monumental rocky peaks - a geologically magnificent area where the earth’s crust is tearing apart. We saw bleak deserts, arid savannah that stretched to the horizon, rich farmlands and some of the most inhospitable regions where everything is thorny and poisonous with no space for any living creature to pass. It was the dry season but broad, deep chasms speak of the powerful rivers that thunder over the landscape when the rains come. The landscape changed dramatically every day, each more breathtaking than the last. Some of the most dramatic landscapes look like the Grand Canyon, Bryce canyon, Monuments Valley and Yellowstone - the same scale, colors, and geologic formations. On part of our journey we followed the origins of the great Nile River, called the Blue Nile in Ethiopia.

 

From Harar in the east we traveled back towards the center of the country and then north - our first stops being the enormous Senbete and Bati Markets. Markets are like nothing in the US - they are chaotic and dusty and crowded. They are colorful in every way. Items you don’t generally find for sale in the US include vast herds of camels, goats, sheep, donkeys and cows - all meandering around stirring up clouds of dust - and you have to be on constant guard about where you step. The animals are mostly docile and it is interesting to wander among them - although there are always the crazy donkeys who decide they have had it and will not cooperate any more, kicking and running wildly. Something we hadn’t known about camels is that they pee to the back so you have to watch out for those toxic sprays. And there is the occasional amorous bonding - Steven saw 2 camels in an unusual reclined sideways position, oblivious to their owners trying desperately to pull them apart. Our trip was carefully planned to be in the right place on the right day for as many markets as possible.

 

Lalibela is where we celebrated Christmas. Lalibela was established as a second Jerusalem, a safe alternative for Christian pilgrims traveling to the Holy Land in dangerous times. It is one of the holiest places in Ethiopia and the center of the many churches carved from living rock. In Ethiopia Christmas is celebrated on January the 7th. We went to a midnight mass in their most holy church - something that sounds pretty straightforward - but nothing is that simple in Ethiopia. Thousands of pilgrims had traveled by foot for weeks to be there for this holy celebration and to say it was crowded is an understatement - the church was full, as was the deep excavation around the church, the grounds surrounding the church - actually tens of thousands of people, all swathed in hand-woven white fabric, standing, sitting, laying, everywhere, holding candles, chanting the prayers along with the priest, a full moon glowing like the face of God illuminating it all… We slowly picked our way through them, careful not to step on anyone or on the ankle twisting rocks that cover that country, awed by their spirit and devotion.

 

Ethiopia is on its own calendar, even its own clock - and it has nothing to do with the rest of the world. January 7th, 2015 by our calendar is approximately April 29th, 2007 by theirs. Their calendar derives from an ancient manner of measuring the years. They also have their own way of telling time - since they are so close to the equator with an equal number of daylight and night time hours, they have simply divided the hours into day time and night time - each 12 hours long and starting at 1am for day (6am sunrise), 1pm for night (6pm sunset).

 

From Lalibela we traveled north through ancient and holy lands, to Aksum and Gondar, to the palace of the queen of Sheba, to the home of the Arc of the Covenant, where the stones of the Ten Commandments are protected, through towering mountains and fertile fields. We were worlds and eons away from everything, immersed in blinding light and crystalline skies, surrounded by smiling faces and rich aromas. Our last days were spent in Addis Ababa celebrating Timkat, the baptism of Jesus - along with hundreds of thousands of devoted pilgrims.

 

We could go on about how magical our time was, but there is no end to the descriptions or the stories - so we have each selected 30 of our favorite photographs from the more than 20,000 images we took, to share a small part of our experience - Cathi’s are black and white, Steven’s are in color.

  

Tradycyjna etiopska kuchnia zapewnia prawdziwe bogactwo wyrazistych smaków. Bazuje przede wszystkim na ostro przyprawionych warzywach i potrawach mięsnych. Podstawową przyprawą jest pikantna berberi – czerwona pasta z mielonej ostrej papryki, lub mitmita – jej sypka odmiana z niewielkim dodatkiem soli. Pieprz jest praktycznie nieużywany, sól w niewielkich ilościach. Auazi to bardzo pikantna pasta o ciekawym smaku. Sporządza się ją z ostrej papryki i warzyw poddanych procesowi fermentacji.

Tym, czym dla nas jest pieczywo, dla Etiopczyków jest injera (czyt. indżera). To jakby duży naleśnik, o średnicy około 50 centymetrów, wypieczony ze sfermentowanej mąki zboża tef. Proces fermentacji trwa 3 dni i powoduje, że placek jest kwaśny, zaś jego konsystencja przypomina piankę. Polacy doszukują się w nim podobieństwa z naszym białym barszczem i nazywają injerę „żurkiem w postaci stałej”. Tef, czyli miłka abisyńska, rośnie wyłącznie w Etiopii, ma drobne jak trawa ziarna. Posiada bardzo wysokie wartości odżywcze – na przykład około dwudziestokrotnie większą zawartość białka niż pszenica. Podobnie jest z żelazem.

Injera jest podawana z dodatkami sosów, mięsnych gulaszów, gotowanych i duszonych warzyw. Kai wat (czyt. kai łot) to czerwony, bardzo pikantny sos mięsny. Po amharsku „kai” znaczy „czerwony”. Najpopularniejszym postnym sosem jest sziro – puré z fasoli. Etiopski Kościół prawosławny zaleca liczne okresy postu, w szczególności w środy, piątki i przez cały okres Wielkiego Postu. Po części jest to przyczyną obfitości potraw wegetariańskich i wegańskich, które występują w etiopskim jadłospisie.

Etiopczycy jedzą prawą ręką, zgarniając dodatki za pomocą urwanego kawałka placka. Regułą jest zamawianie jednego talerza dla grupy osób, innym zwyczajowym obyczajem jest karmienie się nawzajem. Etiopscy chrześcijanie nie jedzą wieprzowiny. Za wyjątkiem nielicznych restauracji w stolicy, jest ona w tym kraju niedostępna. Serwuje się wołowinę, jagnięcinę, kozinę i drób . Popularne są ryby, grillowane, smażone lub w formie pikantnego gulaszu. Turyści preferujący smaki europejskie nie powinni obawiać się ograniczenia do kuchni lokalnej. Praktycznie wszędzie można zamówić spaghetti. W większości hoteli i restauracji goście mają szeroki wybór dań z międzynarodowego menu.

Potrawą uważaną za jedną z najbardziej charakterystycznych dla całej Etiopii jest kitfo. Składa się z mielonego lub siekanego mięsa wołowego z dodatkiem sklarowanego masła i pikantnej przyprawy zwanej mitmita, przygotowywanej z suszonej papryki. Jednym słowem, kitfo to odmiana naszego tatara. Osoby wrażliwe zawsze mogą poprosić o przesmażenie kitfo. Je się je z injerą lub kolczo – plackiem z ensetu, czyli fałszywego bananowca.

Największym przysmakiem jest dla Etiopczyków surowe mięso. Gored gored to wołowina (czasem jagnięcina) pokrojona w kostkę. Je się ją na surowo, maczając w sosach. Jeden sos to berberi – produkowany z pikantnej papryki, drugi jest rodzajem ostrej musztardy. Zwyczaj jedzenia surowego mięsa ma swoje korzenie w czasach muzułmańskich najazdów, gdy rozpalenie ognia groziło dekonspiracją. Etiopski rzeźnik ma zazwyczaj na zapleczu pomieszczenie, w którym można zjeść surowe lub podsmażone mięso. W tradycyjnych restauracjach połcie mięsa wiszą w widocznym miejscu, tak by goście mogli wybrać swoje ulubione kawałki.

Nasza oferta to:

Wycieczki dla firm i turystów indywidualnych, oglądanie ptaków, trampingi i wyprawy w góry, trekkingi, wyjazdy incentive – czyli "szyte na miarę", zgodnie z życzeniami naszych Klientów, aktywne wakacje, wyjazdy motywacyjne, safari, wakacje na kempingach, safari fotograficzne, zwiedzanie miejsc historycznych, poznawanie lokalnych kultur, wyprawy ekologiczne, pielgrzymki szlakami biblijnymi, obsługa ekip filmowych, wszelkiego rodzaju pobyty specjalistyczne, bilety lotnicze, rezerwacje hoteli i wypożyczanie samochodów

 

 Seeing is believing!

Timeless Ethiopia Touring Ptv.Ltd.Co.

P. O. BOX 250 Code 1110 Addis Ababa, Saris Addisu Sefer, Heyday Hotel

Tel.: +251 114 70 9089

Fax: +251 115 546 708

Mobile: +251 911 510 881

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Kontakt po polsku

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Tel. kom.: +48 602 344 248

Tel. kom. w Etiopii: +251 922 587 850 

Formularz kontaktowy

Mapa drogowa Etiopii

Polecamy najnowszą mapę Etiopii przygotowaną przez wydawnictwo katograficzne Europilot. Zawiera ona przewodnik po Etiopii w języku polskim.